﻿<title_newspaper="Trybuna Robotnicza"> 
<title_article="Pływacy potrzebują większej opieki zrzeszeń"> 
<author_1=""> 
<author_2=""> 
<language="pl> 
<style="press">
<year="1954"> 
<date="1954-09-23"> 
<month="09"> 
<period="d"> 
<status="1_obieg"> 
<support="paper">
Niedobrze jest ze śląskim pływactwem. Na ostatnim prezydium rady trenerów, padło otwarcie stwierdzenie: „Pucharu Zimowego w tym sezonie nie wygramy”... A przecież jeszcze rok temu nastawiano się na trudną walkę o powtórzenie sukcesów z ubiegłych lat, były jeszcze szanse.

Dlaczego tak jest? Mamy przecież wielu dobrych trenerów, nie jesteśmy ubożsi od innych województw w pływalnie, a tym bardziej w narybek. Aktyw, który skupia sekcja społeczna, jest zawsze pełen dobrej woli. Nie wykazują niestety, najmniejszego zrozumienia i inicjatywy etatowi działacze zrzeszeń a nawet wielu kół. Sekcja pływacka przy kole, to z zasady instruktor czy trener, pozostawieni tylko własnej energii. Że nie jest to gołosłownym stwierdzeniem, postaramy się udowodnić na bardzo drastycznym przykładzie Górnika Janów.

„Gdzie ja mam trenować?”

Nazwisko młodziutkiej rewelacji ubiegłego sezonu, Gawronówny, jest Już dobrze znane Czytelnikom. Wicemistrzostwo Spartakiady, to przecież sukces skupiający wokół tej niespełna piętnastoletniej dziewczyny baczną uwagę sportowej opinii, Gawronówna zaliczona została do kadry olimpijskiej. Skończyło się jednak długie pasmo zawodów centralnych i obozów — i dla Gawronówny urwały ale zupełne możliwości kontaktu z wodą Trener Domagała nie wiedział co odpowiedzieć, kiedy ta najzdolniejsza z jego wychowanek przyszła z końcem lata i zapytała: „Gdzie mamy trenować?”, zaś asystujące jej koleżanki wpatrywały się z w zafrasowaną twarz popularnego trenera. 

Bo nie wszyscy zapewne wiedzą — nawet władze zrzeszenia Górnik wydają się nie zdawać sobie z tego sprawy — że pływacy Janowa mają możliwość treningu (i to w bardzo trudnych warunkach sanitarnych) jedynie zimą.

Co roku od nowa…

Kryta pływalnia w Janowie jest malutka, właściwie bez wentylacji, akustyka wprost fatalna głos ginie gdzieś pod niskim sklepieniem i zabrudzonymi szybami. A jednak... a jednak co roku, każdej jesieni, trener Domagała „zakłada” w tych warunkach „nową” sekcję i już gdzieś w połowie października pracuje z gromadą pełnych zapału malców (o dziwo, większość stanowią dziewczęta). W pełni zimy wybija się jeden, drugi młodzik. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
